Witajcie,
Pisząc te słowa, jeszcze delikatnie drżę z podniecenia. "Znów robił zdjęcia gołym babom" pewnie pomyśli niejeden z Was. Otóż nie! To, co tak mnie podnieciło to kilka pierwszych polaroidów, które urodziło moje nowe dziecie - Polaroid 104 Automatic. To taki dziwny dalmierz z miechem, który łyka wkłady natychmiastowe o wielkości 8.5x10.8cm! Najlepsze w tym wszystkim jest to, że te wkłady polaroidowe (typu 100) można łatwo dostać, bo produkuje je np. Fuji.
No dobra, tylko skąd taki aparat? Cóż, odpowiedź może wydać się zaskakująca. Jakiś czas temu kopałem w albumach fotograficznych w jednej z krakowskich księgarni i po raz kolejny natrafiłem na "Polaroidy Newtona". Na okładce albumu modelka ma na ramieniu... no właśnie ,-)
Mój model nie da rady zarzucić polasa na ramię, ale lubi go obwąchiwać. Pewnie gdyby był bardziej obły, położyłby się na nim, żeby zapchlić.
Oczywiście jako osoba, która nigdy nie miała styczności z Polaroidami, a w każdym razie nie takimi, w których trzeba szarpać za wystające tasiemki, wyciągać, wywoływać, zrywać itd, przetrzepałem instrukcję obsługi posiłkując się jutubem, ażeby nie spieprzyć pierwszego w zyciu 10-paka. Udało się. Kilka przykładów poniżej.
| fot. Adrian Błachut |
| fot. Adrian Błachut |
PS. Polas, jak się dziś okazało, ma wejście synchronizacyjne typu PC. Oczywiście nie omieszkam nie spróbować... ,-)
Hawk!

0 komentarze:
Prześlij komentarz