poniedziałek, 28 grudnia 2009

Back to USSR - czyli kupiłem sobie Kieva

Privjet!
Ten post miał zawisnąć już jakiś czas temu, ale degrengolada, którą jestem ostatnio przesiąknięty do szpiku kości, skutecznie uniemożliwia mi oddanie się jakimkolwiek działaniom twórczym.


Więc o co chodzi?

Pstrykam sobie obrazki od jakichś... (liczy w głowie)... na dobra sprawę to do końca nie wiem jak długo. Niech początkiem będzie moment, kiedy kupiłem pierwsze lustro, czyli bodajże październik 2007. Szybka kalkulacja w mózgu i mamy wynik przeszło 2 lat. Przez ten okres pstrykałem sobie tylko i wyłącznie aparatami cyfrowymi. Ostatni analog, z jakim miałem do czynienia, to automatyczna Praktika mojej mamy, którą strzela sobie "imieninowe" pamiątki, a w której to ja zmieniałem filmy.

Skąd więc wziął się pomysł na kupno aparatu analogowego? Czyżby urzekła mnie magia filmu i ciemni..?
Hm, nie. W każdym razie jeszcze nie. To, co mnie urzekło (przeglądając obrazki zwłaszcza na voal.pl, który jest niejako mekką fotoanali i innych średnioformatowców) to właściwości obrazowania, jakie niesie ze sobą tak wielki "sensor" jaki siedzi choćby w Kievie 60.

Ale o co w ogóle chodzi z rozmiarem "sensora"?
No właśnie. Zacznę od początku rzucając troche światła na czynniki, które popchnęły mnie ku wydaniu kilku stówek na aparat wyprodukowany Bóg wie ile lat temu, na Ukrainie.






Jestem pewien, że wiekszości z Was obiło się o uszy stwierdzenie "magia pełnej klatki". Ta właśnie pełna klatka to sen więszkości ludzi będacych w posiadaniu aparatów z tzw crop'em, czyli sensorem mniejszym, niż klatka filmu 35mm.
Moja pierwsza lustrzanka, czyli Olympus E-500, była cropem x2 (pomarańczowe "Four thirds system"), czyli jej sensor był 2 razy mniejszy od klatki filmu 35mm. Potem był Canon 40D z cropem x1.6 (zielone "APS-C"), aż w końcu przesiadłem się na pełnoklatkowego Canona 5D, (jasnoniebieskie "35mm Fullframe"), którego sensor to 36x24mm.

No ok, tylko po co większy sensor?
Powody sa zasadniczo dwa.
  1. "Marnotrawione szkło" - czyli uciekające milimetry, jak kiedyś gdzieś przeczytałem. Fotografując aparatem z sensorem mniejszym niż obrazek 35mm, "wydłuża" nam się ogniskowa obiektywu o dokładnie tyle, ile mniejszy od "pełnej klatki" jest nasz sensor. Przez niektórych (foto sportowe) to właściwość nawet porządana. Przez innych (np panów i pań od landszaftów) raczej znienawidzona. Przykładowo 17mm na pełnoklatkowym sensorze da nam ultra szerokie pole widzenia, podczas gdy na cropie, juz tylko szerokie, żeby nie napisac standardowe.
  2. "Papierowa głębia ostrości" - ta z kolei właściwość jest ukochana przez wszelakich portreciarzy. Nie każdy ma świadomość tego, iż na głębie ostrosci, oprócz długości ogniskowej i jasności obiektywu, zdecydowany wpływ ma również wielkość matrycy w naszej puszce. Dlaczego? odpowiedź jest prosta.
Dajmy na to, że chcemy sfotografować czyjeś popiersie, zakładamy 85mm. Zakladając je na body z cropem 1.6 musimy stanąć dalej od fotografowanej osoby, chcąc objąć jej popiersie, niż gdy założymy ten sam obiektyw na aparat pełnoklatkowy. Stając bliżej, zmniejszamy dystans. Mniejszy dystans, to mniejsza głębia ostrości.

Noi co ma do tego Kiev?
No właśnie, do sedna! Otóż Kiev 60, którego kupiłem jakoś 2 tygodnie temu wyposażony jest w "sensor" wielkości 6x6cm. Ile?? Tak, jedna klatka filmu do tego średnioformatowego aparatu ma wymiar 60 na 60mm, czyli jest praktycznie 2x większa niż w pełnoklatkowym Canonie 5D.

Przytaczając od razu przykład, który opisałem powyżej. Chcąc zrobić to samo popiersie tymże Kievem, którego standardowy obiektyw to 80mm możemy stanąc niemal 2x bliżej fotografowanej osoby, dalej obejmując jej popiersie. Jakaż to musi być wtedy głębia ostrości! Głębia ostrości to jedno, ale zmienia się też perspektywa obrazu. Pole widzenia jakby szersze, drugi plan jakby bliżej w porównaniu do tego, co otrzymamy z tego samego kadru aparatem pełnoklatkowym ze standradowym dla niego 50mm.

Właśnie to pchnęło mnie do zabawy w średni format. Nowe właściwości, nowe możliwości. Piszę to na dzień dzisiejszy jeszcze bez żadnej wiedzy co udało mi się spłodzić tym "ruskim czołgiem". Możliwe, że następny post będzie przeklinał tą kupę żelastwa. Oby nie ;-)


Na koniec kilka obrazków, a nawet slajdszoU











oraz 2 bonusy z Kievem w roli głównej







Do następnego!

wtorek, 22 grudnia 2009

Kalendarz 2010 dla bb365.info wydany!

Witajcie drodzy zaglądacze!
Wczoraj zahaczywszy do biura bb365.info, odebrałem już wydrukowany, oficjalny kalendarz tegóż portalu na rok 2010. Radość moja jest tym większa, iż 3 miesiące, z puli 12, zmajstrowałem osobiście. Aż 3 i tylko 3.
Pierwotnie cały kalendarz miał zawierać obrazki wyplute z mojego aparatu, ale mi się wyjechało za granicę. Co prawda przed wyjazdem sesji było więcej niż 3, ale to sponsor chciał inna dziewczynę, to kiecka mu się nie spodobała Obstały się trzy moje focisze. Resztę zdjęc zrobił kto inny.


(od lewej: Aneta Nguyen, Malwina Garuś, Kinga Kubik)

Tak jak już pisałem. Sesji było trochę więcej. W kalendarzu wylądowały zdjecia z tylko 3 z nich. Dlatego tutaj wrzucę trochę zdjęc i z sesji wybranych do kalendarza i z tych odrzuconych.










 



 

 

 





Malwina Garuś







 




Kinga Kubik




 
 





Katarzyna Ptasznik
(ostatecznie w kalendarzu w innej sukni)











Maja Janaszek
(ostatecznie odrzucona)











Sara Grabowska
(ostatecznie w innej stylizacji)









To tyle. Dodam tylko, że zajob był kosmiczny z tymi zdjęciami, bo chcieliśmy zrobić jak najwięcej przed moim wyjazdem. Z kolei sam pomysl ruszył w ostatniej chwili. Tych 6 sesji zrobiłem bodaj w 7 dni. Przez następny miesiąc miałem aparatowstręt, ale warto było :-)

Muszę przytoczyć "świąteczną" anegdotę dotyczącą wernisażu z oficjalnym wydaniem kalendarza. Otóż w ostatniej chwili (będąc już lekko spóźnionym) wsiadam do samochodu i ...




...okazuje się, że mam tzw. "choinkę" z tyłu. W wolnym tłumaczeniu - nie działały mi, albo dziłały jak chciały wszystkie światła, a stop w ogóle. Trzaskał mróz i tak oto nie dotarłem na wernisaż i nie spłynęła na mnie chwała i splendor :D:D

A "świątecznie" napisałem dlatego, że to już taka niemal tradycja, że wraz ze zbliżającymi się świetami, rośnie u mnie liczba usterek, awarii i innych kataklizmów czy nieszczęść...

Na koniec dziękuję serdeczne Darkowi Młynarczykowi za przygarnięcie mnie do projektu oraz Lucynie Grabowskiej za tuzin ślicznych dziewczyn. Za rok na pewno zrobię cały kalendarz! ;-)



PS. Tradycyjnie dorzucam nie lada bonus. Anna Knapik, zdjęcie której szczerze mówiąc, liczyłem, że też pojawi się w kalendarzu. Niestety los chciał inaczej. Wielka szkoda.

Bonus 1





Bonus 2 - bakstejdż z Anetą. Jak widać można pozować w Jeansach i DeCkach w lesie ;-)









Zdrowych i wesołych!


poniedziałek, 14 grudnia 2009

Mikołajki 2009

Dobry!
Dziś, jako, że świeta idą, będzie iście świątecznie. W sumie mikołajkowo bardziej, aniżeli światecznie! Jakiś czas temu mój licealno-ławkowy padrug poprosił mnie o udokumentowanie mikołajek, które on, wspólnie ze świetlicami z calego BB, zorganizowali trzem setkom dzieciaków. Zgodziłem się, pojechałem, zrobiłęm zdjęcia i miałem migrene nastepne 2 dni...








Dzieci biegały, konkurowały z piłkarzami podbeskidzia w przeróżnych turniejach. Biegały, krzyczały, biegały. A potem pokazał się Pan Mikołaj, w którego wdzięczną rolę niespodziewanie dla siebie, wcielił się właśnie Mirek, mój padrug! Cóż to były za emocje... ;-)



PS. Zdecydowanie nie mógłbym zostać przedszkolanką. Najpierw zabiłbym wszystkie te dzieci (a przynajmniej te krzyczące w niebogłosy), a potem siebie...



Hawk!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...